Adam Kornacki o konkursie Hot Wheels Legends: Obyśmy nie byli jednomyślni!

Artykuł

Jeżeli ktokolwiek ma cokolwiek, czym może się pochwalić, to proponuję, żeby jednak to zrobił, bo okazja jest niepowtarzalna i – z tego co na razie słyszałem – najlepsza w Polsce. I nie tylko, bo to też okazja, żeby wygrać krajowy plebiscyt, a potem dostać się do światowego półfinału, zmierzyć się w nim z najlepszymi, a może nawet ich pokonać.

Adam Kornacki

Krzysztof Grabek: Miałeś kiedyś resoraki?

Adam Kornacki: Oczywiście, że miałem w dzieciństwie! I to niejednego, bo miałem ten przywilej, że od czasu do czasu mama wracała z upominkiem z tzw. zagranicy. Każdy samochodzik był na wagę złota, więc na początku nawet nie rozpakowywałem ich z pudełka. Gdy po jakimś czasie już to się stało, podrzucałem je delikatnie i patrzyłem tylko, jak resorują. A potem na ostatnim stadium, gdy resorak był już trochę zużyty, był czas naparzania się w szkole z kolegami, czyli puszczania samochodzików z naprzeciwka i spektakularnych zderzeń czołowych.

Były wśród nich auta Hot Wheels?

Przeróżne to były zabawki. Teraz już dobrze nie pamiętam, jakie dokładnie, ale wtedy nikt nie wybierał, tylko korzystał z tego, co komuś udało się zdobyć i przywieźć. Myślę, że – nieco inaczej niż dzisiaj – człowiek z każdej takiej zabawki naprawdę cieszył się jak dziecko.

Miałeś swojego faworyta?

Moim ulubionym samochodzikiem był chyba Opel Rekord. Auto raczej zwyczajne, ale przeogromnie mi się podobało, bo było ciemnozielone i miało jasnobeżowe wnętrze. Dokładnie tak, jak teraz moja nieco większa zabawka, czyli Hummer H1. Zawsze doceniałem takie zestawienie kolorystyczne.

Twoje dzieci też mają swoją kolekcję?

Co jakiś czas dostarczam im nowe modele. Nawet teraz, jak byliśmy w Lidzbarku Warmińskim, dokupiłem kolejne dwa – dla synka amerykański krążownik, a dla córeczki muffinkę na kołach. Kiedyś mówiło się, że tylko chłopaków kręcą resoraki, a dziś nawet dziewczynkom można sprawić takie, że się z nich na pewno ucieszą. Ubogacamy tę rodzinną kolekcję bez ustanku.

Czyli ty – raczej duże dziecko – wciąż masz frajdę?

Tak wyszło, że czasami bawię się dużymi samochodami, a czasami tymi mniejszymi... Samo to, jak się wejdzie z takim drobiażdżkiem i najmłodszy synek rzuca ci się na szyje, mówiąc “dziękuję ci tato, marzyłem o takim!” jest czymś wspaniałym. To są najpiękniejsze chwile w życiu człowieka.

O jakim aucie marzyłeś jako nastolatek?

Kiedy byłem piękny i młody, wisiały u mnie plakaty... zespołów heavymetalowych. Potem przeobraziło się to w miłość do skateboardingu. Za dzieciaka nie byłem miłośnikiem pięknych i szybkich czerwonych samochodów. To przyszło później, kiedy już do tego dorosłem. Liznąłem trochę języka niemieckiego i zacząłem zbierać niemal ze śmietników wszelką prasę motoryzacyjną. Czytałem od dechy do dechy wszystkie gazety o samochodach!

Adam Kornacki
Adam Kornacki

I które z tych cacek spodobało ci się jako pierwsze?

Moim pierwszym autem marzeń było Porsche 959 – wóz, o którym myślałem, że nigdy nie będzie dane mi go poznać. Zobaczyłem je we wczesnych latach 90. w gazecie i zakrzyknąłem “Wow!”. Dowiedziałem się, że wyczynowe wersje wygrały nie tylko Rajd Dakar, ale też wyścig LeMans i pomyślałem, że to jest samochód mistrzowski. A potem, podczas kręcenia programu “Debeściaki” jednak było dane mi go poznać, więc nigdy nie wolno wychodzić z takiego założenia [śmiech]. Wyszedł pan, dał mi kluczyki i powiedział “No to masz! Wrócisz o 16:00, to oddasz”. Szczęka mi opadła.

Co ciekawego stoi w twoim garażu?

Nie tak dawno stałem się posiadaczem samochodu tak nienormalnego, tak zwariowanego i tak chorego, że aż sam się go trochę boję. To Ariel Atom... Jest totalny. Ma napęd na tył, 320 KM z doładowanego silnika Civica Type R, waży 595 kg i fruwa. Nie ma ABS-u i kontroli trakcji, ani drzwi, dachu czy przedniej szyby. Testowałem go kilka razy na torze i jeży włos na głowie!

Nadawałby się do konkursu Hot Wheels Legends! A może jednak bardziej Hummer?

Myślę, że obydwa by się nadawały, gdybym je odpowiednio dopieścił [śmiech]. W końcu szukamy przerobionych i oryginalnie odpicowanych samochodów.

Cieszysz się, że konkurs Hot Wheels Legends zawitał do Polski?

Cieszę się ogromnie! Zaszczyt spotkał mnie niebywały, że mogę być jurorem w tym plebiscycie. Oglądaliśmy razem z Patrykiem Mikiciukiem fragmenty amerykańskiej edycji i to jest niezwykłe show na ogromną skalę. Mam nadzieję, że nasza edycja nie będzie uboższa pod względem rozmachu projektów, które zostaną do nas zgłoszone. Wiem, że z jednej strony czeka mnie ciężka praca, bo wybór nie będzie łatwy, ale z drugiej liczę na świetną zabawę i możliwość zapoznania się z oszałamiającymi samochodami. To będzie oglądanie motoryzacji na najwyższym poziomie. Już nie mogę się doczekać!

video: SA-57prtL

Z waszych wieloletnich obserwacji wynika, że są w Polsce takie projekty?

Zdecydowanie mamy się czym pochwalić. Prowadziłem ostatnio kilka zlotów tuningowych, a wkrótce będę we Wrocławiu na kolejnym i jestem spokojny o poziom konkursu. Nie chodzi mi przy tym tylko o przeróbki idące mocno w stronę sportów motorowych, ale o nadawanie samochodom osobowości poprzez przekazywanie własnych zamiłowań stylizacyjnych, a czasami nawet cech charakteru. Na zloty przyjeżdżają takie egzemplarze, że nie dziwię się dziesiątkom czy nawet setkom tysięcy ludzi przyjeżdżających na spotkanie.

Tęskno nam było do takich zlotów!

Sytuacja od wiosny pokazuje, że jesteśmy okrutnie spragnieni tego typu spotkań. Tęskniliśmy za motoryzacją prawdziwą, fizyczną, a nie tą oglądaną na ekranie komputera. Tu przecież chodzi też o to, żeby spotkać się z człowiekiem, porozmawiać z właścicielem, zobaczyć na własne oczy trendy i modę samochodową, pozaglądać do aut, usiąść za ich kierownicami i po prostu chłonąć je wszystkimi zmysłami. Po tych dwóch dziwnych latach wszyscy chcą z tego korzystać.

Czyli w tuningu ważna jest też historia, która kryje się za warstwą metalu?

Bez dwóch zdań. A tych nie brakuje, co widzę już po wiadomościach z projektami, które dostaję na Instagramie czy Facebooku. Oczywiście, odsyłam wszystkich do strony konkursu Hot Wheels Legends, bo to nie ja przyjmuję zgłoszenia, tylko formularz, ale te komunikaty wznieciły we mnie poczucie, że to będzie naprawdę dobre. Pierwszy przykład z brzegu – ktoś pieczołowicie odtworzył wierną jeden replikę Octavii WRC na bazie samochodu, za który dziś nie dałoby się już nawet pięciu zł!

Jak wam się układa współpraca w jury? Będą tarcia przy wyborze?

Jeszcze nie debatowaliśmy w całym gronie. Na razie każdy przygląda się konkursowi i analizuje to wszystko w domowych pieleszach. Zaczniemy zderzać poglądy podczas pierwszych wspólnych spotkań i obyśmy nie byli... jednomyślni. Liczę na to, bo pochodzimy z różnych kręgów, z bardzo różnych światów, więc wspólne wyłonienie pięciu polskich finalistów będzie niezwykle ciekawe.

Adam Kornacki
Adam Kornacki

Jak przekonałbyś osoby, które jeszcze się wahają i nie wysłały zgłoszenia?
Myślę, że do amerykańskiej legendy naprawdę nie trzeba nikogo przekonywać. Jedyne, co może stać na przeszkodzie, to obawy, ale nie warto się bać. Jeżeli ktokolwiek ma cokolwiek, czym może się pochwalić, to proponuję, żeby jednak to zrobił, bo okazja jest niepowtarzalna i – z tego co na razie słyszałem – najlepsza w Polsce. I nie tylko, bo to też okazja, żeby wygrać krajowy plebiscyt, a potem dostać się do światowego półfinału, zmierzyć się w nim z najlepszymi, a może nawet ich pokonać. Masz coś interesującego? Świetnie! Nie chowaj tego pod kocem, tylko pochwal się całemu światu.

Zobacz więcej

Znaki towarowe VOLVO, powiązane znaki towarowe oraz szata graficzna są licencją Volvo Car Corporation.
Znaki towarowe General Motors zostały użyte zgodnie z licencją Mattel.
Chrysler, Plymouth i powiązane znaki towarowe, nazwy modeli pojazdów oraz szata graficzna są znakami towarowymi FCA US LLC i są używane zgodnie z licencją Mattel. © 2024 FCA US LLC.
Twin MillTM zawiera logo Mobil 1 TM.